Recenzja Jan Topolski Ruch Muzyczny

Urodzony w 1986 roku jazzowy pianista Mateusz Kołakowski w kraju pojawia się nieczęsto. Występując przed Orąuestą... dał wspaniały popis swoichtechnicznych i improwizacyjnych umiejętności. Jakaż swoboda, swing i wyczucie w grze! I choć konwencja jazzowa była wszechobecna, nie czuło się istotnych ograniczeń w jego krystalizującym się między Monkiem a Chopinem stylu, pełnym powtórzeń i porywających rytmów, koronkowych faktur, intrygujących bogactwem akordów.

Recenzja Piotr Iwicki

Polski jazz pianistyką stoi, co na pewno nie jest odkryciem. Albumem „Ad Libitum..." do grona naszych swingujących mistrzów klawiatury dołącza dwudziestojednoletni wirtuoz Mateusz Kołakowski. Muzyk bawi się tu formą, swobodnie dokonuje wycieczek z głównej ścieżki tematu w rozmaite zakątki, aby po chwili wrócić do głównego nurtu, jak choćby w Davisowskim „Nardis" czy autorskim „Landmark" przywodzącym skojarzenia z muzyką Blakeyowskich Messengersów. Popis sztuki pianistycznej, jak i kompozytorskiego kunsztu otrzymujemy w „14th Spring", gdzie autor albumu improwizuje i wkleja muzyczne wątki, choćby Chopinowskie preludium e-moll, czy ducha Monkowskiego „Round Midnight". Startujemy balladą, by po kilku chwilach już znaleźć się w swingującej rumbie. Krążek zamyka duet z saksofonistą Peterem van Bergenem, ale to bardziej migdałek w cieście, intrygujący dodatek.

„Ad Libitum..." to koncertowa rejestracja z warszawskiego Studia im. Witolda Lutosławskiego, nie ma więc mowy o nakładkach, poprawkach, retuszach. Tu słyszymy Kołakowskiego takim, jakim jest. Wybitnego wirtuoza, artystę, z którego nasz jazz na pewno będzie mieć wielki pożytek. Muzyk ma dopiero 21 lat! Strach pomyśleć, co będzie za pół dekady czy za dziesięć lat.

Recenzja Tymon Tymański

Obsługując trudny i wymagający muzycznej elokwencji instrument - fortepian koncertowy - 20-letni Mateusz Kołakowski nie bierze jeńców, oferując ambitne, wariacje na temat jazzowych standardów. Jego interpretacje oscylują pomiędzy odważnym, klasycznym potraktowaniem materiału harmonicznego (Prokofiew, Bartok) a częstymi wycieczkami w stronę swingu i bluesa. Słychać, że mamy do czynienia z talentem. Teraz trzeba czekać.