Recenzja Dave Liebman

Clichés: statements one hears ad nauseum and tend to disbelieve after awhile, but sometimes the reason clichés exist is that they are true. Cliché #1 Young musicians these days are incredibly advanced and way ahead of the curve (possibly because of the preponderance of good jazz education?) Cliché #2: Jazz is a universal language and that more than ever has no geographical borders. Cliché #3: It is still liberating and a challenge to play on "standards" and a wonderful way for musicians to get to know each other.

Somewhere around 2002-03 I was introduced to Mateusz who was just a teenager at the time. Since then we have corresponded with news of his budding success, his studies in both classical and jazz and of course tapes of his playing to which I would make comments. Finally, we met at his invitation to play one night at the Jazz Standard sponsored by the Polish Cultural Institute. We named a few mutual standards, discussed some very bare "arrangements" and played. This CD is the result.

All the above "clichés" hold true here. Mateusz is an extremely talented pianist, trained in the way so many musicians from Eastern Europe are in the classical tradition. A few days ago he told me he is working on Prokoviev's 2nd Piano Concerto, which by coincidence was a point of discussion between my old compatriot, pianist Richie Beirach and myself a few months ago-not an easy piece!! (In fact, Mateusz reminds me a lot of Richie in his depth of harmonic understanding and of course prodigious technique.) The fact that we could so quickly communicate playing old war horse tunes is a testament to the universality of jazz as well as the material itself. I am very proud to have met such a great young talent and fine human being. This gentleman is well on his way in the musical world-we can only wait, see and listen.

Dave Liebman

Recenzja Live Jazz

Mateusz Kołakowski nieczęsto koncertuje w Polsce i zdaje się, że tylko dobrze zorientowani fani nowoczesnego jazzu wiedzą o nim coœ więcej. A bardzo młody (nadal!) Mateusz skupia się na rozwijaniu własnych umiejętnoœci. Dobrze temu służą kontakt i wspólne koncerty z Dave’em Liebmanem. Ten znany w œwiecie saksofonista (specjalizuje się w grze na sopranie) jest także bardzo cenionym w Ameryce pedagogiem, autorem podręczników nowoczesnej harmonii, teoretykiem i postacią niezwykle poważną!

Niedawno Mateusz grał z Liebmanem w Polsce promując tę właœnie płytę, nagraną na żywo podczas koncertu we wrześœniu 2008 roku w słynnym nowojorskim klubie Jazz Standard. Nagrania mają już więc ponad rok, ale w tego rodzaju muzyce nie ma to żadnego znaczenia, nie podlega ona modom, a brzmienie akustycznego fortepianu i saksofonu jest takie, jak pół wieku temu.

Czy można okreśœlić muzykę, którą grają w duecie jako free? Być może tak, ale należy pamiętać, że to bardzo specyficzne free –podstawą są standardy, kompozycje sprzed kilkudziesięciu lat! Jest tylko jeden utwór –najkrótszy, który nie jest standardem i który jest zatytułowany właœśnie Free. Także w nim pojawiają się ulubione chwyty obu muzyków i dlatego nie różni się stylistycznie od pozostałych.

Mamy tu przede wszystkim zabawę motywami, i dialogi oparte na podchwytywaniu i naœładowaniu fraz. Zarazem muzyka jest tak swobodna, że na jednej płycie mogły się znaleŸć dwie wersje Body and Soul. Ich porównanie może być też fascynujące dla słuchacza. Saksofon sopranowy w rękach Liebmana jest nieprawdopodobnie ekspresyjnym instrumentem. Często stosowane dŸwięki powyżej skali, niektóre nie w pełni kontrolowane, dwudŸżwięki, artykulacja sprawiająca wrażenie jęków, słowem – ogromna gama œśrodków wykonawczych sprawiająca wrażenie ważnej opowieśœci.

Forma zostaje zintegrowana poprzez powtarzanie motywów, akordów, czasem wybór skali. Często w akompaniamencie jest jedna funkcja lub centrum tonalne (szczególnie w fortepianie solo), wokół którego oscyluje cały układ dŸwięków. Czasem któryœ z muzyków przywišzuje się do jednego motywu rytmicznego i powtarzajšc go zmienia melodię i harmonię. Dobrym tego przykładem może być Nardis, które w wielu miejscach poprzez uparte stosowanie kwartowej harmonii brzmi tak, jakby grał McCoy Tyner. Ale też bywają zaskakująco łagodne frazy, tak jak na przykład zakończenie Nature Boy sparafrazowanym Preludium e-moll Chopina.

Footprints miejscami przypomina muzykę współczesną, jaką moglibyœmy usłyszeć na koncercie Warszawskiej Jesieni.

Bawienie się poszczególnymi, charakterystycznymi motywami wziętymi z tematu (niekoniecznie z początku) może trwać dowolnie długo, aż muzycy uznają, że się wyczerpał i należy przejœć do następnego. Nie jest to granie po formie, tylko prawdziwe fantazjowanie i takie podejœcie stanowi nowš formę w jazzie. Jest też bardzo twórcze. To jakby komponowanie na innej muzyce, reguły ustala twórca.

Autor: Ryszard Borowski

Recenzja koncertu Paweł Brodowski Jazz Forum

We wtorek 9 września Nowy Jork celebruje obecność młodego polskiego artysty. Informację o koncercie Mateusza Kołakowskiego z Davidem Liebmanem w klubie Jazz Standard zamieszcza „New York Times”. Organizatorem jest Instytut Kultury Polskiej w Nowym Jorku. To chyba najprężniej działająca tego typu polska placówka na świecie. Prestiżowy klub przy 116 East 27 Street (pomiędzy Park Avenue South i Lexington Avenue) - dwa dni wcześniej grało tu trio McBride, Payton & Whitfield, dzień później Aaron Parks, trzy dni później James Blood Ulmer i Vernon Reid, ale teraz na afiszu widnieją dwa nazwiska: Mateusz Kołakowski i nowojorczyk Dave Liebman - eks-sideman Elvina Jonesa i Milesa Davisa, jeden z największych saksofonistów na świecie. Dwa koncerty, o 19:30 i 21:30 - pierwszy biletowany, drugi dla zaproszonych gości. Jestem na tym drugim. Sala nabita do ostatniego miejsca.

Mateusz ma 21 lat, jest jeszcze studentem Akademii Muzycznej w Katowicach, ale nie na wydziale jazzu, a na wydziale klasycznym, zabłysnął talentem już kilka lat temu, ostatnio częściej koncertuje za granicą. W tym roku grał już w Stanach, w Rzymie w Casa del Jazz, w Wenecji, na Sycylii, w Wiedniu i Londynie. Liebmana poznał kilka lat temu na jego koncercie w Chorzowie. Podszedł do saksofonisty i dał do posłuchania swoje nagranie. Liebman zachwycił się jego pianistyką. Jedyną uwagą było: „Mateusz - more melody, please!”, bo w swoich improwizacjach Mateusz oddalał się od harmonii, od rytmu, szedł w rejony bliższe współczesnej muzyce klasycznej.

fot. John GuilleminTymczasem, to, co pokazuje teraz na koncercie w Jazz Standard, jest dla nas prawdziwym zaskoczeniem. Wyrazisty, mocny, rozkołysany rytm, czasem nawet feeling bluesa, swoboda w kształtowaniu frazy i formy, porozumienie z trzy razy od siebie starszym, doświadczonym saksofonistą światowej sławy. Swobodny przepływ myśli i emocji. Koncert prawie bez przygotowania, poprzedzony półgodzinną próbą. Znane standardy, ale prowadząca w nieznane spontaniczna improwizacja. Mateusz przy Steinwayu, Dave na sopranie i afrykańskim flecie. Well, You Needn *t; Bags Groove, Nature Boy, Body and Soul...

Przede mną siedzi i słucha rozpromieniony Brad Terry. Ten koncert to też jego sukces. Mateusz Kołakowski to przecież jego wychowanek. 11 lat temu na warsztatach dziecięcych amerykański klarnecista odkrył trzech utalentowanych muzyków. Jeden z nich to właśnie Mateusz, dwaj pozostali to basista Michał Barański i perkusista Tomek

Paweł Brodowski

Recenzja koncertu Bogdan Chmura

Kraków to przedostatni przystanek na trasie promującej album Mateusza Kołakowskiego i Dave’a Liebmana „Live At Jazz Standard”. Było to jednak bardzo niestandardowe granie; w swych interpretacjach artyści odeszli tak daleko od bazy, że gdyby nie pojedyncze motywy, nie bylibyśmy w stanie zidentyfikować pierwowzorów. Słowem, amerykański weteran saksofonu i nasz 23-letni pianista zaproponowali nam muzykę stworzoną od podstaw, w której improwizacja była elementem pierwszoplanowym.

Wyglądający na zmęczonego Liebman (wcześniej poprowadził jeszcze warsztaty dla muzyków Krakowskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, która zorganizowała koncert) grał jednak z ogromnym zaangażowaniem. Jego potężny ton, niewyobrażalna technika i bogactwo brzmień (wiele wprost z katalogu free) robiły piorunujące wrażenie. Chyba szczytem wyrafinowania (i ascezy zarazem) była interpretacja Lonely Woman Omette’a Colemana, który to temat Liebman zagrał na... drewnianej fujarce. Był w tej muzyce jakiś bezgraniczny smutek, tęsknota, ale i czyste piękno; Kołakowski delikatnie podkreślał centrum tonalne (poprzez pobudzanie strun dłonią), by w końcowych fragmentach domykać melodię delikatnymi akordami. Majstersztyk!

Fakt, że Mateusz Kołakowski kształcił się w Polsce (kończy AM w Katowicach w klasie fortepianu klasycznego) i w Stanach, przekłada się na jego grę. Słychać w niej zarówno tradycję europejską (harmonia, kolorystyka, uderzenie), jak i wpływy amerykańskie. Jest to muzyka bardzo otwarta, nieprzewidywalna, pełna kontrastów, szybko zmieniających się sytuacji. Kołakowski lubi niski rejestr instrumentu, gęstą fakturę z dysonującymi akordami, motorykę rytmiczną, monkow- ską przekorę w prowadzeniu melodii, ale też eteryczne klimaty spod znaku impresjonistów.

Przykładem znakomitego porozumienia między muzykami był Ornithology Parkera. Utwór, rozpoczęty abstrakcyjnym intro, zagrano w karkołomnym tempie, połamanych rytmach i na najwyższych obrotach. Wspaniały koncert, wydarzenie artystyczne najwyższej rangi.

Trasa obejmowała następujące miejsca: 7.10 Wrocław (Klub Rura), 8.10 Warszawa (Skład Butelek), 9.10 Kraków (Studio S-5 Radia Kraków), 10.10 Akademia Muzyczna w Katowicach.

Bogdan Chmura